Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!
Dzisiaj jest: 4 Grudzień 2021        Imieniny obchodzą: Barbara, Bernard, Krystian

Zygmunt Krzystanek

 Z DZIEJÓW PARAFII

 Ksiądz Mateusz Kluba – duchowieństwa chluba
Zapraszamy do przeczytania artykułu
Pana Zygmunta Krzystanka

Artykuł ukazał się w Nr 9 miesięcznika NATANAEL

 W poprzednim numerze Natanaela pisałem o dziejach parafii w XVII w., które wplecione były w burzliwą historię naszej ojczyzny, już wówczas zwiastującą początek jej upadku. Dwa wieki później, w drugiej połowie XIX w., Polska już nie istniała, a nasza parafia od kilku dziesięcioleci znajdowała się w zaborze rosyjskim, na którego terenie konsekwentnie przeprowadzano rusyfikację.

 W tych czasach nastąpił wielki przełom społeczny - zapowiedziane przez władze powstania styczniowego w 1863 r. uwłaszczenie włościan zastało zrealizowane przez władze carskie w 1864 r. Działanie to miało na celu odwrócenie uwagi chłopów od powstania i odciągnięcie ich od walki. Chłopi nie czuli się w owym czasie pełnoprawnymi obywatelami. Byli bowiem tylko użytkownikami ziemi, a nie jej właścicielami. Zmuszano ich do bezpłatnej pracy i danin na rzecz właściciela. Pańszczyzną było objętych ponad 80 % społeczeństwa. Władza sądownicza należała do właściciela, tylko mieszkańcy posiadłości królewskich (Jerzmanowice, Gotkowice) mogli dochodzić sprawiedliwości w Referendariach królewskich. Właściciel mógł sprzedać wieś wraz z jej mieszkańcami - chłopami przywiązanymi do ziemi, której nie byli właścicielami. Była to zatem de facto forma niewolnictwa. Położenie chłopów i samoświadomość tej sytuacji tłumaczy niewielki udział mieszkańców wsi w powstaniach narodowych. W styczniowym zrywie narodowym potwierdzony jest udział tylko jednego mieszkańca naszej gminy, mianowicie Jana Bieńczyka z Sąspowa.

 Uwłaszczenie chłopów ziemią przez nich użytkowaną nastąpiło najwcześniej w zaborze pruskim - już w 1823 r., następnie w austriackim – w 1848 r. (Radwanowice czy Modlnica zatem wcześniej cieszyły się tym uwolnieniem), a dopiero 16 lat później – w 1864 r. w zaborze rosyjskim. Zmiany te dokonywały się na całym świecie –  zniesienie niewolnictwa miało miejsce w USA w 1865 r., a w Brazylii dopiero w 1888 r.

 Opisanym zmianom społecznym w Polce nie towarzyszyły zmiany polityczne.

W 1873 r. do naszej parafii przybył ks. Mateusz Kluba. Jego następca, ks. Piotr Szczepańczyk był tu od 1887 r. do 1903 r. z czego wynika, że ks. Mateusz był tu proboszczem przez 14 lat i dokończył budowę obecnie istniejącego kościoła. Trwała ona ponad pół wieku – od 1827 do 1884 r. Pamiątkowa tablica konsekracji kościoła z 1884 r. znajduje w ścianie świątyni.

 Działalność duszpasterska, społeczna i oświatowa ks. Mateusza Kluby znalazła uznanie, wdzięczność i uwielbienie współczesnych parafian i następnych pokoleń. Dowodem tego jest poemat Andrzeja Derejskiego z 1933 r. pt. „Stara szkoła”, który został napisany prawie pół wieku po śmierci tego kapłana. Autor utworu, którego fragment zamieszczamy poniżej, urodził się w 1895 r. Zatem wiedzę o opisanych wydarzeniach czerpał z opowiadań swoich rodziców i innych parafian.

 Dla jasności podaję objaśnienia niektórych informacji zawartych w tym wierszu. Otóż starą szkołą nazwano nieistniejący już budynek murowany, w którym kiedyś była karczma przykościelna, następnie szkoła, później remiza strażacka, a także sala kina objazdowego. Budynek ten nie istnieje już od wielu lat.

 Wspomniany w wierszu Leon Półtorak był wówczas właścicielem dworu w Łazach. Na cmentarzu grzebalnym, który do lat czterdziestych ubiegłego stulecia zamiast ogrodzenia miał tylko ziemne obwałowanie, znajduje się ogrodzona kwatera rodziny Półtoraków. Prawdopodobnie są to najstarsze nagrobki na tym cmentarzu (z 1887 r.). Wymagają one gruntowej opieki.

       

Kwatery na cmentarzu byłych właścicieli dworu w Łazach

 Jak wiadomo, ostatnim właścicielem dworu w Łazach, przed upaństwowieniem w 1945 r., była rodzina Truszkowskich. Dr Marceli Truszkowski, wybitny działacz społeczny i gospodarczy, zmarł w 1949 r. po powrocie z obozu jenieckiego. Spadkobiercy jego córek, Moniki i Krystyny (prof. paryskiej Sorbony) zwrócili się obecnie do wojewody małopolskiego o zwrot budynku, w którym znajduje się Schronisko Młodzieżowe.

 

Natomiast Józef Ostachowski (1883 - 1960) z Sułoszowej był wybitnym działaczem społeczno-politycznym. Po odbyciu służby wojskowej w carskiej armii w Kursku w latach 1905-1907, był aktywnym działaczem niepodległościowym, kilkakrotnie aresztowanym. Odwiedzał wiele wsi, również Jerzmanowice. W 1919 r. został posłem na sejm i wicemarszałkiem. W czasie okupacji organizował ruch ludowy.

 Wspomniana w wierszu Ochrana była tajną policją carską.

 Mam nadzieję, że ten artykuł przyczyni się do ocalenia od zapomnienia wspaniałego kapłana naszej parafii, ks. Mateusz Kluby, o którym pisał Andrzej Derejski.

 Fragment wiersza pt. „Stara szkoła”.

 Właśnie przybył do wioski ksiądz Mateusz Kluba

 Dotąd jerzmanowskiego duchowieństwa chluba,

 Który był synem chłopa i ze wsi pochodził

 On na pierwszym zebraniu rolników przewodził

 I wskazał im powody zubożenia wioski:

 Karczma, próżniactwo i brak duszpasterzy troski

 O moralne zasady wśród wiejskiego ludu!

 Wy macie nastawienie, żeby czekać cudu

 Na roli i w ogrodzie, spichlerzu i oborze!

 Otóż cudów tych nie ma i być nie może,

 Dopóki karczma będzie istnieć przy kościele,

 Dopóki wśród was będą kieliszki czciciele

 Dopóki się kultura we wsi nie rozwinie

 I dopóki lenistwo wśród was nie zginie!

 Od dzisiaj usuwamy karczmę z tego domu

 I nie pozwolimy jej prowadzić nikomu

 Choćbyśmy mieli nakaz od gubernatora!

 Ja dokładnie tą sprawę omówiłem wczoraj

 Z gronem światlejszych z naszej parafii osób

 I na uzdrowienie wsi mam realny sposób.

 Na zebranie wieśniaków w następną niedzielę

 Z udziałem instruktorów przyszło osób wiele

 Omówione zostały ważne wiadomości

 O warzywach i zbożu wysokiej jakości,

 O zwierzętach i drobiu nieznanej tu rasy,

O podziale przędziwa i wełny na klasy,

 O narzędziach rolniczych do uprawy roli

 I o nawozie sztucznym w kształcie ciemnej soli.

 Takie i tym podobne rolnicze zebrania

 Utrwaliły w wiśniakach słuszne przekonania,

 Że posiadana przez nich ziemia, chociaż marna,

 Może rodzić obfite warzywa i ziarna

 Tylko po założeniu rolniczego koła.

 Koło takie powstało i znów Stara Szkoła

 Stała się środowiskiem życia kulturalnym.

 Władze go nie uznały ośrodkiem legalnym

 I choć składano protest do samego cara

 Prześladowano członków, sypała się kara

 Na zarząd, lecz wieśniacy trwali nieugięcie

 Pracowali nad siły wytrwale, zawzięcie

 Sprowadzając narzędzia z Krakowa,

 Ziarno dobrych gatunków z okolic Miechowa,

 Krowy, świnie i ptactwo z hodowli w Pilicy

 I wełnodajne owce spod czeskiej granicy.

 Zaraz się dały widzieć sukcesy na polu!

 Zboża rosły obfite, bujne beż kąkolu,

 Ogrody wydawały warzywa obfite

 W sadach rosły owoce piękne, smakowite,

 W oborach widać było żywioł rosły, zdrowy

 Z dużymi wymionami tłuste rabe krowy

 Oraz całkiem podobne do matek cielęta

 A w kojcach gatunkowe kury i kurczęta.

 Pojawiły się we wsi murowane domy

 Kryte twardą dachówką, nie strzechą ze słomy,

 Znikały powoli krymki, gunie lniane,

 Noszono już ubrania z sukna i wełniane,

 Słowem wieś w szybkim tempie stawała na nogi.

 Los dotąd sprzyjający zmienił się na wrogi

 Bo szanowany proboszcz nagle zachorował

 I nie było nadziei wcale by wyzdrowiał,

 Gdyż sprowadzony znachor ze wsi Gorenice

 Kazał mieć w pogotowiu święconą gromnicę!

 A pod oknem chorego wsadzić krzak jaśminu,

 Bo takie było wówczas mniemanie wśród gminu,

 Że kwiat ten wzmacnia siły i przywraca zdrowie

 Tym razem nie sprawdziło się ludzkie przysłowie,

 Ponieważ stan chorego pogarszał się stale,

 Nie pomogły kwiaty, kliniki szpitale

 Z najtroskliwszą opieką, jaką mają chorzy,

 Nie pomogli słynni lekarze, doktorzy

 I cenne ich zabiegi oraz drogie leki,

 Bo chory proboszcz zamknął na zawsze powieki.

 Po upływie dni czterech tej ciszy śmiertelnej

 Rozkołysał się mocno wielki dzwon kościelny,

 Który wzywał lud wierny, rano do kościoła

 Niebawem wszystkie drogi wiodące do sioła ,

 Wyglądały tak barwnie jak kwiaty na grzędzie

 Bo już wszyscy wiedzieli, że dziś się odbędzie

 Pogrzeb ukochanego przez ludzi plebana.

 Młodzieńcy wystrojeni od samego rana,

 W sukmany oraz czapki z pawimi piórami.

 Stroili drogę przez wieś, lipy gałęziami,

 Dziewczęta jak syreny piękne i rumiane

 W gorsety krakowskie ubrane,

 Przystrajały kwiatami pogrzebowe bramy

 I portrety zmarłego oprawione w ramy,

 

Kobiety wiły wieńce z zieleni i kwiatów

 Pięknych róż i lilii, jaśminu, bławatów

 Mężczyźni urządzali na wozie wzniesienie

 Na widoczne dla wszystkich trumny ustawienie,

 Zaprzęgali do wozu cztery konie białe,

 Przybrane w kir żałobny i uprząż krakowską

 Ze słynną w okolicy modą jerzmanowską.

 W południe jerzmanowskie społeczeństwo całe

 Mężczyźni i kobiety oraz dzieci małe,

 Wychodzili z kościoła przy odgłosie dzwonów

 Z wielką liczbą sztandarów oraz feretronów,

 Wszyscy ze łzami w oczach i sercem wzruszonym

 Przyglądali się zwłokom na marach niesionych

 Do przybranego w piękne wieńce karawanu

 Na którym położono zaśniętego w Panu,

 Szczątki wielkiego księdza Mateusza Kluby!

 Teraz bez przygotowań i uprzedniej próby

 Odbyło się tak piękne księdza pożegnanie,

 Że widać było z niego, jakie przywiązanie

 Ma lud do prawdziwego pasterza- kapłana!

 Pochód, na który ludność czekała od rana

 Ruszył teraz w kierunku Królewskiej Kaplicy

 Gdzie już krewni i orszak z księdza okolicy

 Czekali na przyjęcie prochów umarłego.

 A lubiany przez księdza organista wiejski

 Nazywany powszechnie Tomeczek Derejski,

 Z Leonem Półtorakiem dziedzicem na czele,

 Kończyli już błagalne -żałobne śpiewanie:

 „Wieczny pokój racz mu dać Dobry Jezu Panie!”

 Szybki rozwój rolnictwa wsi Jerzmanowice

 Zaciekawił ogromnie dalsze okolice.

 Stąd w dni wolne od pracy święta i niedziele

 Przybywało do wioski gospodarzy wiele

 Po zasięgnięcie porad Rolniczego Koła,

 Gdzie nabywali także nasiona i zioła,

 Niespotykanej dotąd u siebie jakości,

 Raz przybyli do Koła w charakterze gości

 Dwaj młodzieńcy z sąsiedniej Sułoszowej wioski

 Jeden instruktor rolny, drugi Ostachowski,

 Którzy odbyli dłuższą z zarządem odprawę,

 Niby to omawiali ważną, rolną sprawę.

 Było to już dziesięć lat po księdza pogrzebie.

 Ledwie zorze poranne zabłysły na niebie

 Gdy we wsi się zjawiła z Olkusza Ochrana

 Działalność, której była wszystkim dobrze znana

 To też powstało wielkie zaniepokojenie!

 Ludzie zbudzeni ze snu chodzili jak cienie,

 Około swoich domów, albo po oborze,

 Niektórzy uciekali do lasu lub w zboże!

 Po południu zwołano całej wsi zebranie

 Na którym mówił tłumacz, tak kończył zdanie:

 „Podajemy wam dzisiaj to do wiadomości,

 Byście wszyscy wiedzieli, do jakiej godności

 Podniesiona została wasza wieś bogata

 Choć dobrze o tym wiemy, że pies po niej lata

 I dużo zwolenników wśród chłopów posoada.

 Narada z Ostachowskim dużo o tym gada!

 Niech buntowszczyki wiedzą, ze im nie pomoże

 Chowanie się do lasu albo w gęste zboże,

Bo i tam ich dosięgnie zasłużona kara,

 W myśl statutów rządowych i ukazów cara!

 Car nie chce, by wieś wasza grzęzła dalej w smołę

 Więc zamyka wam Koło, a daje wam szkołę!

 I tak w onym budynku zwanym Stara Szkoła

 Powstała na wsi polskiej czysto ruska szkoła.

 1933 r.  A. Derejski


di.jpg
dk.jpg
2011 Z DZIEJÓW PARAFII Ksiądz Mateusz Kluba.
Powered by Joomla 1.7 Templates